Po dłuższym czasie
No w końcu mam chwilę,żeby napisać.
Nie miałam za wiele czasu na zajmowanie się blogiem, bo nauka trochę czasu jednak pochłania, skoro języka chcę nauczyć się dobrze.
Tak więc wybaczcie opóźnienia. Na szczęście jest już po teście połówkowym i mam trochę wolnego, żeby nadrobić zaległości.
Przez większość czasu u mnie nic się specjalnego nie dzieje. Po prostu, wstaję rano, idę na zajęcia, potem drzemka (opcjonalna) i nauka, jedzenie i tak dalej i tak dalej.
Aktualnie mieszkam już sama w pokoju. Moja rummejtka się wyprowadziła i chwała jej za to. Cóż bycie starą Kambodżanką nie sprzyja relacjom międzyludzkim (chociaż może tym bardziej nie sprzyja dobra znajomość żadnego języka ?). W każdym razie, bardzo już mnie denerwowała faktem,że non-stop siedzi w pokoju i nawet nic nie zwiedzi...cóż ja zwiedziłam przez wolne dwa tygodnie więcej niż ona przez cały rok pobytu tutaj...hmm~Ale ona była nudna, już jej nie ma i nie ma co o niej tutaj pisać.
Z ciekawszych wydarzeń, miałyśmy szansę zostać gwiazdami korewoodu, no i oczywiście zostałyśmy :D. Przyćmiewałyśmy głównych aktorów filmu, ale może po kolei. U kogoś w grupie zajęciowej puszczono ogłoszenie ,że potrzebują statystów do filmu 'Pacemaker' ,który są biali( chociaż na planie było więcej czarnych >>'). Okazało się ,że to tylko 4 dni roboty ,a i płacą całkiem nieźle. Zdecydowane ruszyłyśmy na przygodę :D. Jak się dowiedziałyśmy z zaufanych źródeł (dramawiki) film ten miał być o olimpiadzie w Londynie w 2012 roku, stąd to zapotrzebowanie na jakieś białe gęby :P. Dnia pierwszego byłam w staffie olimpijskim, był to wielki błąd. 13godzin na słońcu w ortalionie, to chyba nie będzie zajęcie, które pokocham. Ale przynajmniej siedziałam blisko głównego autora xD, który tam biegł po bieżni. Dodatkowo już wiemy ,że maraton olimpijski wygra Koreańczyk, drugi będzie Koreańczyk a następny Japończyk...Fin jest czarny, a Kenijczyków itp. w ogóle nie bieże się pod uwagę w rywalizacji, wszystko jasne ;). Dnia drugiego nie dałam się już wrobić i siedziałam po prostu na widowni. Czyli ogólnie opieprzanie się, a darmowe lodziki były pyszne <3, a poza tym będziemy w kadrze z główną aktorką Go-Arą (koalą?!) oczywiście chyba nie muszę dodawać ,że urodą to ją przyćmiewamy. Trzeciego dnia, wybrali mnie na trenera GBR, chociaż scen ze mną nie nakręcili za wiele, chyba nie poznali się na mooim talencie...cóż, zdjęcia trwały w końcu tylko 3 dni, ale i tak warto było. Jedną nauczkę wyniosłam z tej przygody - Nie jestem rasistką ale murzynów nie lubię >_<. Czarne dziewczyny były super, bardzo sympatyczne i takie normalne...czego nie można powiedzieć o facetach, którzy byli nachalni i tylko ciągle nas zaczepiali szukając chyba mięska do poru**ania...>>' ble.
Zdjęcia z tego eventu dzięki uprzejmości Justyny S. : TUTAJ.

Kolejny ciekawy zbieg okoliczności, to fakt że od kolegi z mojej grupy dostałam bilety na Incheon Korean Music Wave - czyli K-pop przez bite 3 godziny w wykonaniu różnych zespołów. Sam dojazd zajął nam prawie 2h30m ale zdążyłyśmy idealnie. Biorąc pod uwagę ,że na samymy dole, na płycie stadionu, gdzie ów koncert się odbywał, siedziały tylko fancluby, to miałyśmy genialne miejscówki, bo bardzo blisko barierki na trybunach. Cóż wykonawców było niekoniecznie widać, ale telebimy rozwiązywały sprawę. Tak więc za sprawą tego magicznego wydarzenia zobaczyłyśmy zespoły takie jak m.in : FT ISLAND, TEEN TOP(instytut pedofilii halo?), SHINEE, 2NE1, SECRET(jesteśmy słodko pierdzące i śpiewamy jak myszka Mini), SNSD, 2AM, 2PM, SUPER JUNIOR. Wieczór zaliczam do bardzo udanych, chociaż raczej ze względu treningu 'loży szyderców' jaką z Ewą i Justyną tam dzielnie uskuteczniałyśmy, a także ze względu na znajomość niewielkiej liczby utworów prezentowanych na tym koncercie (zaśpiewać umiałam tylko Run Devil SNSD xD). Dobrze ,że było za darmo, bo inaczej byśmy się nie wybrały xD. Jedyne czego żałuję, to fakt ,że nie kupiłam świecącej, brokatowej pałki do machania w tłumie i dopingowania wykonawców xD, może innym razem ;).
Zdjęcia będą później, jak tylko pożyczę aparat od J.
Jakbyście chcieli coś wiedzieć, to zapraszam do pytania :D bo nie wiem o czym powinnam pisać ;)

Tagi: film, kuchnia, korea, życie, koncerty, k-pop
by inova | 2011-08-14 03:53:39 | skomentuj! (1)
I'm singin' in the f***ing rain...
Słowem wstępu. Zaplanowałam sobie co jakiś czas wrzucać obserwacje, lub też wskazówki dotyczące życia w Korei, z pewnością nie będzie ich mało i zazwyczaj będą one opatrzone jakimś komentarzem lub zdjęciem ;D No to jedziemy.

*Wskazówka no.1*
Kiedy podczas pory deszczowej wstajesz i widzisz, że za oknem lekko pada, to:
a) nie czekaj do 'potem', padać nie przestanie;
b) najlepiej nie wychodź na dłuższy spacer, zacznie padać mocniej;
c) nie ma sensu używanie parasola, deszcz zacina z każdej strony, parasol to fałszywe poczucie bezpieczeństwa!

Tak właśnie. Wskazówka zanotowana z własnego doświadczenia.
Miałyśmy dzisiaj bowiem wybrać się na Tondemun, jednak niestety deszcz nam przeszkodził, a na dodatek Ewa nam się chorobowo rozłożyła...Postanowiłyśmy więc z Justyną przeczekać deszcz i wybrać się na jakieś małe jedzenie. Jak się okazało, deszcz odrobinę padać przestał. Było przyjemnie i ciepło. Ochoczo więc z parasolkami ruszyłyśmy w miasto. Pominę, że miałyśmy iść niedaleko, ale niestety wszędzie po drodze knajpy były albo drogie, albo było dużo ludzi, albo były to lokale z pizzą czy kurczolem, które nie były naszym dzisiejszym celem. W końcu znalazłyśmy jakiś zaułek,gdzie siadłyśmy i jadłyśmy kimbab ( koszt obiadu około 7zł , tani ale pyszny ). Chciałyśmy wziąć też dla Ewy, ale pani nie chciała nas do końca wysłuchać tylko non-stop powtarzała ile mamy płacić...No cóż, jej strata, zarobiła inna budka. Brawa dla dzielnej Justyny, która pięknie wszystko zamówiła xD ja to się cykam, bo nie wiem czy jakiegoś nietaktu nie popełnię czasami ^^'' Ale następnym razem dam radę :PP (chyba ^^').

No i cóż, w drodze powrotnej padało mocno, a w miarę kolejnych kroków coraz bardziej się wzmagał...=_= z tego też względu, wyglądałyśmy jak miss mokrego podkoszulka i byłyśmy jedynymi, które przejmowały się omijaniem kałuż, mimo że Koreanki miały szpilki a my gumowe klapki. Pewnie kwestia przyzwyczajenia.
Aktualnie suszymy się w akademiku z nadzieją ,że przestanie padać i jeszcze wieczorem będziemy mogły się wybrać po detergenty do łazienki i wc, których niestety nie ma...
Dzisiaj niestety bezzdjęciowo, ale obiecuję dużo z wycieczki na Tondemun o ile w ogóle damy radę tam dotrzeć, bo tak jak dzisiaj ma padać do końca tygodnia...

Tagi: korea, deszcz, jedzenie
by inova | 2011-07-03 08:34:00 | skomentuj! (2)